Czerwona cegła zamiast zamku. Jak Pabianice odkrywają na nowo swoje poprzemysłowe dziedzictwo?
Pabianice, miasto, które przez ponad sto lat żyło z włókiennictwa, stoi dziś przed wyjątkową szansą. Po latach kryzysu i zapomnienia, dawne fabryki – niegdyś symbol lokalnej potęgi – zaczynają wracać do łask. To właśnie one, a nie renesansowy dwór czy barokowy kościół, mogą stać się prawdziwym znakiem rozpoznawczym miasta. W 2018 roku Anna Mastalerz opublikowała tekst „Wizerunek miasta (po)przemysłowego – tożsamość Pabianic kiedyś -niedawno – obecnie”, w którym dowodzi, że obecna sytuacja to punkt zwrotny w podejściu do dziedzictwa industrialnego.
Autorka, analizując losy największych pabianickich kompleksów, wskazuje, że w ostatnich latach można zaobserwować niemal wszystkie możliwe procesy przekształcania obszarów poprzemysłowych. Od utrzymania funkcji, przez porzucenie, aż po planowe zagospodarowanie – miasto staje się żywym laboratorium rewitalizacji. Kluczowe jest jednak pytanie, czy nowe inwestycje potrafią zachować ducha miejsca, czy raczej go zacierają.
Od potęgi do upadku: trzy filary pabianickiego przemysłu
Historia przemysłowej świetności Pabianic to opowieść o trzech wielkich rodach: Kindlerach, Kruschach i Enderach. To oni zbudowali imperia, które uczyniły z miasta jednego z liderów włókiennictwa w Królestwie Polskim. Rudolf Kindler przybył do Pabianic w 1848 roku, a już w 1879 jego firma zajmowała drugie miejsce w branży wełnianej w całym Królestwie. Z kolei Gottlieb Krusche, tkacz, który osiadł w mieście w 1825 roku, zapoczątkował dynastię, której zakłady w 1886 roku były czwartą potęgą w branży bawełnianej. W 1896 roku firma „Krusche & Ender” otrzymała prawo znakowania swoich towarów godłem państwowym – to było ukoronowanie jej pozycji.
Rozwój przerwała pierwsza wojna światowa. Zakłady Kindlera nigdy nie podniosły się po jej zakończeniu i zbankrutowały. Część imperium uratowano w 1927 roku, gdy angielska firma „F. Willey Co. Ltd” wraz ze skarbem państwa polskiego utworzyła Spółkę Akcyjną Pabianickich Zakładów Włókienniczych. Po drugiej wojnie światowej przedsiębiorstwa upaństwowiono i wcielono do PZPB „Pamotex”, który stał się największym zakładem w mieście. Jednak już w latach 60. XX wieku budynki Kindlerów zaczęto wyburzać, a po likwidacji w latach 90. z całego kompleksu pozostały tylko trzy obiekty: wieża ciśnień, budynek biurowy i budynek techniczny.
Różne drogi rewitalizacji: od porzucenia do nowego życia
Literatura przedmiotu wyróżnia kilka modeli przekształcania terenów poprzemysłowych. W Pabianicach można znaleźć przykłady każdego z nich. Jednym z najrzadszych jest utrzymanie pierwotnej funkcji – tak stało się w przypadku założonej w 1889 roku fabryki chemicznej Schweikerta i Resigera, gdzie dziś działają zakłady farmaceutyczne „Polfa Pabianice”. Z kolei Zakłady Wyrobów Papierowych, dawna fabryka „Steinhagen i Saenger”, przez lata obrazowały proces porzucenia – degradacja trwała aż do 2015 roku, kiedy to nieruchomość kupili lokalni przedsiębiorcy. Część budynków rozebrano, pozostałe mają zostać odnowione i wynajęte.
Osobny rozdział to odłogowanie, czyli pozostawienie terenu bez zagospodarowania w oczekiwaniu na lepsze czasy. Tak było z zakładami „Pawelana”, dawną fabryką Barucha, którą nowy inwestor kupił w 2006 roku, ale prace remontowe ruszyły dopiero kilka lat później. Dziś w tym miejscu działa kompleks hotelowo-biurowy „Fabryka Wełny”. Niestety, najpopularniejszym sposobem radzenia sobie ze starymi fabrykami jest transformacja spontaniczna – doraźne wykorzystanie budynków na magazyny i tanie usługi, bez żadnych inwestycji. Przykładem jest dawna tkalnia Krusche i Ender przy ul. Zamkowej, gdzie partery zajmują lokalne firmy, ale większość powierzchni pozostaje pusta.
Centrum handlowe na gruzach Kindlera – sukces czy porażka?
Najbardziej kontrowersyjnym przykładem rewitalizacji jest centrum handlowe, które w 2002 roku powstało na terenie po zakładach Rudolfa Kindlera. Z historycznej zabudowy zachowano jedynie trzy obiekty, które odnowiono i wkomponowano w nowy kompleks. Choć lokalizacja i gabaryty nawiązują do dawnych fabryk, to estetyka budzi wątpliwości. Zbyt mało elementów ceglanych i zbyt duże przeszklenia sprawiają, że przemysłowy charakter miejsca został zatarty. Autorka tekstu zadaje wprost pytanie: czy projektanci chcieli podkreślić fundamenty przemysłu Kindlera, czy wręcz przeciwnie – zamaskować ślady przemysłowej przeszłości Pabianic?
To pytanie jest kluczowe dla zrozumienia współczesnych dylematów miasta. Z jednej strony nowa funkcja handlowa przyciąga mieszkańców i generuje dochody, z drugiej – nie buduje tożsamości. W przeciwieństwie do tego „Fabryka Wełny” – choć powstała później i po długim okresie odłogowania – wydaje się lepiej oddawać ducha miejsca. Łączy w sobie historię z nowoczesnością, a jej nazwa bezpośrednio nawiązuje do włókienniczej tradycji.
Dlaczego to ważne dla mieszkańców?
Upadek przemysłu był dla Pabianic katastrofą ekonomiczną. Miasto stało się jedną z najbiedniejszych gmin w kraju, pozbawioną podstaw egzystencji. Dlatego każda udana rewitalizacja to nie tylko kwestia estetyki, ale przede wszystkim szansa na nowe miejsca pracy, wpływy z podatków i poprawę jakości życia. Co więcej, jak zauważa autorka, w przypadku mniejszych ośrodków łatwiej o szybki efekt działań rewitalizacyjnych, nawet jeśli obejmą one stosunkowo niewielki obszar. To sprawia, że Pabianice mogą stać się wzorem dla innych miast poprzemysłowych w Polsce.
Potencjał obszarów postindustrialnych jest ogromny, ale wciąż niedostrzegany. W kryzysie wizerunkowym dużo łatwiej sięgnąć po „prawdziwe” zabytki – renesansowe zamki i barokowe kościoły, które wpisują się w stereotypowy kanon piękna. Jednak to właśnie fabryki, hale i kominy przyczyniły się do prawdziwego rozwoju miasta. Dziś renesansowy dwór Kapituły Krakowskiej, zwany „Zamkiem”, oraz kościół św. Mateusza z XVI wieku konkurują o miano symbolu Pabianic z fabryką Barucha zaadaptowaną na „Fabrykę Wełny”. Mieszkańcy zaczynają dostrzegać potencjał ceglanych budynków, ale to dopiero początek drogi.
Co dalej z pabianickim dziedzictwem?
Obecna sytuacja to moment kluczowy. Pabianiczanie mają szansę świadomie zdecydować, jak chcą opowiadać historię swojego miasta. Czy postawią na nowoczesne centra handlowe, które wyglądają jak wszędzie, czy może odważą się na projekty łączące przemysłową przeszłość z nowoczesną architekturą? Przykład „Fabryki Wełny” pokazuje, że to możliwe. Pozostaje pytanie, czy kolejni inwestorzy pójdą tą drogą i czy władze miasta stworzą im odpowiednie warunki.
Jedno jest pewne: dziedzictwo włókiennicze to nie balast, a atut. Wystarczy spojrzeć na Łódź, która dzięki rewitalizacji manufaktur stała się jednym z najchętniej odwiedzanych miast w Polsce. Pabianice, leżące tuż obok, mają szansę pójść podobną ścieżką. Wymaga to jednak zmiany myślenia – zarówno wśród decydentów, jak i samych mieszkańców. Czerwona cegła, choć niegdyś brudna i kojarzona z ciężką pracą, może dziś być największym skarbem miasta.
Źródło: publikacja „Rewitalizacja Miast – w kierunku integracji procesów, mechanizmów i metod działania” pod redakcją Politechniki Łódzkiej.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!